
Paraliż śląskiego urzędu
Na Śląsku wszyscy są przyzwyczajeni do tąpnięć. Raz zatrzęsie się ziemia, innym razem szyby w oknach, ktoś skomentuje: „znowu fedrują głębiej” – i życie toczy się dalej. Problem w tym, że od kilku lat najmocniejsze wstrząsy w regionie niekoniecznie pochodzą z kopalń, ale z budynku Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Tam sejsmograf zaufania do państwa dawno powinien wyć alarmem: sprawy o pobyt czasowy dla cudzoziemców ciągną się latami, akta puchną, a decyzji wciąż brak.
Z danych, którymi dysponujemy, wynika jednoznacznie: zestawienie obejmuje wyłącznie sprawy w toku. To nie jest archiwum starych wniosków, tylko żywy, aktualny zator. Według naszych obliczeń na wydanie decyzji w sprawie zezwolenia na pobyt czasowy czeka się dziś przeciętnie około trzech lat. Co gorsza, nie ma w tym żadnej logiki, którą można byłoby wyjaśnić klientowi. Jedna osoba dostaje decyzję mniej więcej po sześciu miesiącach, inna – w bardzo podobnej sytuacji – po czterech latach. Gdyby to była kolejka do lekarza, powiedzielibyśmy, że system rejestracji się zepsuł. W postępowaniach pobytowych widać raczej administracyjny chaos zamiast przewidywalnych zasad.
Te trzy lata to nie są „trzy lata wniosku leżącego na półce”. W tym czasie cudzoziemiec żyje w ciągłym zawieszeniu. Nie wie, czy może spokojnie zmienić pracę, czy bank potraktuje go poważnie przy udzielaniu kredytu, czy warto podpisywać długoterminową umowę najmu. Dzieci chodzą do szkoły, uczą się po polsku, a rodzice nadal nie mają pewności, czy za rok nie będą musieli w pośpiechu pakować całego życia do walizek. Z punktu widzenia pracodawcy wygląda to podobnie: inwestuje w pracownika, szkoli, wprowadza go w struktury firmy, ale nie ma żadnej gwarancji, że ten pracownik zostanie w Polsce legalnie na dłużej, bo jego sprawa ugrzęzła w urzędzie.
Jednocześnie w tle zapadają kolejne wyroki sądów administracyjnych, które potwierdzają nieprawidłowości po stronie organu: bezczynność, przewlekłość, nadużywanie wezwań do uzupełnienia dokumentów, przerzucanie ciężaru dowodu na cudzoziemca zamiast prowadzenia postępowania z urzędu. Sąd mówi jasno, że organ musi załatwiać sprawy „bez zbędnej zwłoki”, że nie może zamieniać postępowania dowodowego w sport polegający na produkowaniu coraz to nowych wezwań, które niczego nie wyjaśniają, a za to skutecznie odsuwają w czasie wydanie decyzji. W praktyce jednak dla wielu cudzoziemców korzystny wyrok WSA oznacza jedno: satysfakcję na papierze i… powrót do tej samej kolejki.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze słynna już „twórczość” wokół list wymaganych dokumentów. Tylko od 1 czerwca 2025 roku Wojewoda Śląski zmieniał zestawienie wymaganych dokumentów już trzy razy. Z perspektywy naszych klientów wygląda to jak seria wtórnych tąpnięć: za każdym razem, gdy wydaje się, że dokumenty są kompletne, pojawia się nowe pismo – „prosimy o uzupełnienie materiału dowodowego zgodnie z aktualnym zestawieniem”. Nowy wzór, dodatkowe oświadczenie, świeższe zaświadczenie, kolejne tłumaczenia. Ustawy w międzyczasie co do zasady się nie zmieniają, za to praktyka organu – owszem. Trudno mówić o stabilności i przewidywalności, skoro cudzoziemiec gra w „biurokratyczne memory”, a karty cały czas ktoś mu podmienia.
Osobnym rozdziałem jest żądanie, aby cudzoziemiec przedkładał zaświadczenia o niezaleganiu jego pracodawcy w ZUS i urzędzie skarbowym. Na poziomie haseł brzmi to może atrakcyjnie – państwo „sprawdza pracodawców”. Tyle że ustawa o cudzoziemcach nie nakłada na wnioskodawcę obowiązku zamiany w prywatnego inspektora skarbowo–składkowego. To nie cudzoziemiec jest stroną postępowań podatkowych czy ZUS-owskich swojego pracodawcy. Informacje o zaległościach znajdują się w systemach, do których administracja ma dostęp. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego to organ ma obowiązek podejmować czynności w celu wyjaśnienia stanu faktycznego, korzystając z dostępnych narzędzi i rejestrów. Strona ma współdziałać, ale nie wyręczać państwa we własnych zadaniach.
W praktyce wygląda to jednak tak, że cudzoziemiec – zamiast spokojnie oczekiwać na merytoryczne rozstrzygnięcie – biega między pracodawcą, ZUS, urzędem skarbowym, pełnomocnikiem i znów urzędem wojewódzkim. Każde kolejne wezwanie z żądaniem „nowego” dokumentu powoduje, że sprawa staje w miejscu, a terminy liczone w miesiącach zamieniają się w lata. Z perspektywy prawa mamy więc sytuację, w której organ dysponuje narzędziami informatycznymi, ale zamiast z nich korzystać, przerzuca obowiązki na stronę. A z perspektywy człowieka – po prostu niekończący się maraton po urzędach.
To wszystko byłoby może mniej bolesne, gdyby widać było silną wolę naprawy sytuacji i jasne priorytety. Tymczasem z doniesień o strukturze urzędu możemy usłyszeć o tworzeniu specjalnych komórek – na przykład oddziału do spraw miodu. Nie kwestionujemy wagi pszczół ani znaczenia miodu dla gospodarki i zdrowia. Zwracamy jednak uwagę na kontrast, który widzą nasi klienci: do spraw miodu znalazły się zasoby na stworzenie oddziału, ale do spraw pobytu cudzoziemców – w których na decyzję czeka się trzy lata – nadal brakuje rąk, procedur i konsekwentnego porządku. Miód w przekazach brzmi słodko, ale dla cudzoziemców stojących w kolejce do decyzji urzędu cała sytuacja jest po prostu gorzko–absurdalna.
Na stronie karta-pobytu.pl od lat opisujemy przepisy, wyjaśniamy procedury i pomagamy cudzoziemcom oraz ich pracodawcom zrozumieć polski system migracyjny. Z drugiej strony – jako pełnomocnicy procesowi – codziennie widzimy, jak te przepisy wyglądają w praktyce: przewlekłość postępowań, nieuzasadnione wezwania, ignorowanie wyroków sądów administracyjnych, traktowanie cudzoziemca bardziej jak problem do odłożenia niż stronę, która ma realne prawa. Po ponad 20 latach pracy w sprawach migracyjnych radcy prawnego Dariusza Kostyry i naszego zespołu trudno nas już zaskoczyć. Ale to nie znaczy, że mamy zamiar się do tej sytuacji przyzwyczajać.
Dlatego, oprócz prowadzenia indywidualnych spraw i sporów z organami, chcemy szerzej pokazywać, jak ten system działa – oczami osób, które naprawdę go doświadczyły. Wkrótce uruchamiamy kanał na YouTube powiązany z projektem karta-pobytu.pl. Planujemy prowadzić tam rozmowy z cudzoziemcami, członkami ich rodzin, pracodawcami i pełnomocnikami, którzy zetknęli się z nieprawidłowościami w polskim systemie migracyjnym: przewlekłymi postępowaniami, absurdalnymi wezwaniami, pomijaniem przepisów czy ignorowaniem wyroków sądów. Chcemy oddać głos tym, którzy do tej pory musieli mówić głównie w pismach procesowych.
Jeżeli masz za sobą historię, która pokazuje kulisy kontaktu z urzędami w sprawach pobytowych, wizowych czy obywatelstwa – i jesteś gotów opowiedzieć o tym publicznie – zapraszamy do kontaktu. Możesz zgłosić chęć udziału, przesyłając krótkim opis swojej historii przez formularz kontaktowy na stronie karta-pobytu.pl. Napisz, czego dotyczyła Twoja sprawa, jak wyglądało postępowanie, co było dla Ciebie najbardziej frustrujące lub zaskakujące. Nie obiecujemy, że każdą historię pokażemy od razu, ale chcemy zbudować przestrzeń, w której te doświadczenia wreszcie wybrzmią „na głos”.
Równolegle oczywiście nadal pomagamy indywidualnie: przygotowujemy wnioski, reprezentujemy cudzoziemców przed urzędami i sądami, wnosimy ponaglenia, skargi na bezczynność i przewlekłość, analizujemy ryzyka związane z zatrudnianiem cudzoziemców. Jeśli masz wrażenie, że Twoja sprawa utknęła w miejscu, że od miesięcy słyszysz tylko o „konieczności uzupełnienia dokumentów”, a nikt nie podejmuje decyzji – możesz zwrócić się do nas po pomoc. Jako kancelaria z dwudziestoletnim doświadczeniem w sprawach migracyjnych dobrze znamy zarówno przepisy, jak i praktykę, a przede wszystkim wiemy, jak rozmawiać z organami w języku, który rozumieją najlepiej: języku konkretu i orzecznictwa.
Na Śląsku tąpnięcia w kopalniach są monitorowane przez sejsmografy, a po poważnym wstrząsie wstrzymuje się roboty i sprawdza obudowę. W sprawach pobytowych cudzoziemców sejsmografem stają się wyroki sądów administracyjnych, statystyki zatorów i historie ludzi, którzy latami czekają „na wniosek”. Jeżeli uda nam się dzięki wspólnej pracy – w kancelarii, na stronie karta-pobytu.pl i w nowym kanale YouTube – pokazać skalę problemu i wymusić realne zmiany, to może wreszcie przestanie trząść się to, co trząść się nie powinno: zaufanie do państwa. A cudzoziemcy zamiast żyć na ruchomym gruncie urzędowych decyzji, będą mogli wreszcie stanąć na czymś, co w prawie powinno być oczywistością: stabilnej, przewidywalnej procedurze.
Artykuły z tej kategorii


Brak decyzji w sprawie Karty Pobytu
Czytaj więcej >
