
Cudzoziemcy 2025/2026: chaos
Rok 2025 to dla cudzoziemców w Polsce prawdziwe trzęsienie ziemi. W krótkim czasie zmieniły się przepisy dotyczące zatrudniania, wprowadzono nowe rozporządzenia do ustawy o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom, na granicach ruszył system Entry/Exit (EES), cyfryzowane są procedury pobytowe (MOS 2), a na horyzoncie pojawia się kolejna podwyżka opłat wizowych.

Na papierze wygląda to jak „porządkowanie migracji” i uszczelnianie systemu. W praktyce oznacza coraz więcej obowiązków, wyższe koszty i większe ryzyko po stronie cudzoziemców i pracodawców, przy jednoczesnej słabości i opieszałości samego państwa. Ten tekst przygotowaliśmy specjalnie dla użytkowników strony karta-pobytu.pl, bazując na ponad 20-letnim doświadczeniu właściciela firmy – radcy prawnego Dariusza Kostyry, który od początku swojej praktyki zajmuje się sprawami migracyjnymi i reprezentuje cudzoziemców oraz pracodawców w postępowaniach przed urzędami i sądami administracyjnymi.
Punktem wyjścia jest nowa ustawa o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom, która zastąpiła dotychczasowe regulacje z ustawy o promocji zatrudnienia. To ona określa ogólny podział: kiedy potrzebne jest zezwolenie na pracę, kiedy wystarczy oświadczenie o powierzeniu pracy, a w jakich sytuacjach cudzoziemiec może pracować bez żadnych zezwoleń. Do tej ustawy wydano nowe rozporządzenia, które wchodzą w życie z początkiem grudnia 2025 r. Najważniejsze – z punktu widzenia praktyki – to rozporządzenie o szczególnych przypadkach, gdy cudzoziemiec uprawniony do pobytu w Polsce może pracować bez zezwolenia na pracę lub oświadczenia. To właśnie tam znajdziemy zamknięty katalog trzydziestu jeden grup cudzoziemców, którym wolno pracować „bez papierów” w rozumieniu zezwoleń i oświadczeń.
W katalogu są m.in. osoby związane z programami Unii Europejskiej, nauczyciele języków obcych i nauczyciele uczący w językach obcych w polskich szkołach, korespondenci zagraniczni, artyści i osoby realizujące produkcje audiowizualne, wybrani specjaliści delegowani przez firmy zagraniczne, uczestnicy określonych wydarzeń sportowych czy zawodów branżowych. Osobny blok dotyczy studentów i uczniów: pracować bez zezwolenia mogą m.in. studenci studiów stacjonarnych w określonych typach uczelni, uczestnicy praktyk przewidzianych programem studiów, młodociani pracownicy w przygotowaniu zawodowym oraz osoby biorące udział w unijnych programach kształcenia i staży. Osobno uregulowano wolontariuszy, uczestników programów wymiany kulturalnej i edukacyjnej, programów pomocy humanitarnej i pracy wakacyjnej. Dla wielu osób oznacza to utrzymanie dotychczasowych przywilejów, ale już nie w oparciu o rozproszone przepisy, tylko o jeden akt, do którego trzeba się bardzo dokładnie „wpasować”.
Dużym ułatwieniem – przynajmniej w teorii – są przepisy dla zawodów medycznych. Bez zezwolenia na pracę mogą nadal pracować lekarze, lekarze dentyści, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci i farmaceuci, jeżeli mają nadane prawo wykonywania zawodu w Polsce. W praktyce oznacza to, że szpitale i przychodnie wciąż mają możliwość stosunkowo elastycznego zatrudniania kadr z zagranicy, choć cała procedura uznawania kwalifikacji nadal jest bardzo wymagająca. Rozporządzenie obejmuje też m.in. duchownych, osoby pracujące w prywatnej służbie domowej przy placówkach dyplomatycznych oraz cudzoziemców korzystających ze szczególnych uprawnień wynikających z prawa unijnego dotyczącego relacji z Turcją.
Istotne są przepisy przejściowe. Osoby, które do tej pory legalnie pracowały bez zezwolenia na podstawie starego rozporządzenia, a nie mieszczą się w nowym katalogu, mogą kontynuować pracę bez zezwolenia przez maksymalnie sześć miesięcy od wejścia w życie nowych przepisów. To bufor bezpieczeństwa, ale bardzo krótki. W praktyce oznacza konieczność szybkiego przeglądu sytuacji każdego cudzoziemca – czy nadal mieści się w nowej liście, czy trzeba dla niego złożyć wniosek o zezwolenie, czy może zmienić podstawę pobytu i pracy. Brak reakcji może bardzo łatwo skończyć się wpadnięciem w nielegalny pobyt albo nielegalne wykonywanie pracy. Właśnie w takich momentach doświadczenie prawnika, który od dwóch dekad „czyta” nie tylko przepisy, ale i praktykę urzędów, jest kluczowe – jeden dobrze zaplanowany krok często oszczędza lata problemów.
Równolegle zmieniają się zasady korzystania z oświadczeń o powierzeniu pracy, tak chętnie używanych przez polskich pracodawców. Nowe rozporządzenie zawęża katalog państw, których obywateli można zatrudniać na podstawie oświadczeń, do czterech: Armenii, Białorusi, Mołdawii i Ukrainy. Z listy wypada Gruzja – kraj, który przez lata był jednym z filarów tzw. uproszczonego zatrudniania cudzoziemców. Gruzini, którzy mają już ważne oświadczenia, mogą dokończyć pracę na dotychczasowych zasadach, ale nowych oświadczeń zarejestrować się nie da. Dla wielu firm to realny problem kadrowy i konieczność przebudowania całego modelu rekrutacji. W naszej praktyce widzimy, że odpowiednio wczesne przejście na inne instrumenty (zezwolenia na pracę, pobyt i pracę, zmiana kierunków rekrutacji) pozwala ograniczyć straty, ale wymaga to indywidualnego zaplanowania strategii – „kopiuj-wklej” z czasów masowych oświadczeń na Gruzję po prostu przestaje działać.
Jednocześnie mocno w górę idą opłaty związane z legalizacją pracy. Nowe stawki to m.in. 200 zł za zezwolenie na pracę do 3 miesięcy, 400 zł za okres powyżej 3 miesięcy, 800 zł za delegowanie cudzoziemca do Polski, 100 zł za zezwolenie sezonowe i aż 400 zł za samo oświadczenie o powierzeniu pracy. W połączeniu z rosnącymi kosztami obsługi prawnej, tłumaczeń i pośrednictwa, legalne zatrudnienie cudzoziemca staje się wyraźnie droższe. Problem w tym, że za wzrostem opłat nie idą praktycznie żadne gwarantowane korzyści po stronie cudzoziemca czy pracodawcy – nie ma obietnicy krótszych terminów, większej przewidywalności ani sprawniejszej obsługi. Z zewnątrz wygląda to raczej jak próba łatania finansów publicznych środkami cudzoziemców niż element spójnej polityki migracyjnej.
Nowe rozporządzenie o dokumentach dołączanych do wniosków i oświadczeń idzie w kierunku bardzo szczegółowej formalizacji. Trzeba załączać skany wszystkich wypełnionych stron paszportu, liczne oświadczenia pracodawcy dotyczące wynagrodzenia, sytuacji finansowej, braku zaległości, informacji o karalności cudzoziemca za określone przestępstwa. Przy niektórych rodzajach zezwoleń wymagane są dodatkowe dokumenty o strukturze grupy kapitałowej, delegowaniu, powiązaniach między firmami. To wszystko zwiększa liczbę miejsc, w których można się „potknąć” – brak jednego dokumentu, źle sformułowane oświadczenie, niejasność co do sytuacji finansowej pracodawcy mogą oznaczać wielomiesięczne opóźnienia albo odmowę. Nasz zespół od lat opracowuje dla klientów kompletne pakiety dokumentów, tak aby urząd od pierwszego dnia dostał wszystko, czego potrzebuje. Przy dzisiejszym poziomie skomplikowania przepisów samodzielne kompletowanie dokumentów coraz częściej kończy się serią wezwań i paraliżem postępowania.
Na tym tle szczególnie wyraźnie widać rozjazd między rosnącymi wymaganiami wobec cudzoziemców i pracodawców a realną sprawnością administracji. Państwo oczekuje, że cudzoziemiec wypełni skomplikowane formularze, założy konto w systemie, będzie odbierał korespondencję elektronicznie, pilnował terminów w EES, reagował na każde wezwanie. Tymczasem standardem nadal pozostaje bezczynność i opieszałość urzędów. Tak prosta w teorii kwestia jak wysyłanie decyzji i wezwań w formie elektronicznej okazuje się dla niektórych wojewodów barierą nie do przejścia. Wojewoda łódzki od lat ma problem z wydawaniem decyzji z użyciem kwalifikowanego podpisu elektronicznego, przez co całość obiegu dokumentów pozostaje papierowa. Wojewoda śląski zmaga się z wysyłką wezwań i decyzji drogą elektroniczną, a i tak nierzadko decyzja wydana po dwóch–trzech latach trafia do strony pocztą tradycyjną. Cudzoziemiec spóźniony o tydzień ryzykuje nielegalny pobyt, urząd spóźniony o rok co najwyżej tłumaczy się „trudnościami organizacyjnymi”.
Do tego dochodzi cyfryzacja postępowań pobytowych. Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach (MOS 2) idzie w kierunku pełnego przejścia na tryb online: wnioski o pobyt czasowy, stały i rezydenta długoterminowego UE mają być składane wyłącznie elektronicznie. Na Mazowszu już widać przedsmak tej rewolucji – kalendarz rezerwacji wizyt został wyłączony, wnioski trzeba najpierw wypełnić w systemie, a następnie dostarczyć pocztą lub do biura podawczego. Na poziomie założeń brzmi to racjonalnie, ale w praktyce może prowadzić do zjawiska, które coraz częściej nazywa się „dyskryminacją cyfrową”. Ten, kto ma słaby dostęp do internetu, słabe kompetencje cyfrowe, telefon zamiast komputera, problem z językiem polskim i brak profesjonalnego pełnomocnika, ma po prostu mniejsze szanse, by przejść przez cyfrowy labirynt poprawnie i na czas. Przepisy nie przewidują taryfy ulgowej dla tych, którzy zwyczajnie sobie z tym nie radzą. W naszej kancelarii bardzo często zaczynamy pomoc od rzeczy pozornie banalnych – założenia konta, uzupełnienia brakujących danych, poprawnego podpisania dokumentów – bo to właśnie na tych „drobiazgach” rozbijają się całe procedury.
Równolegle na zewnętrznych granicach UE wprowadzono system Entry/Exit (EES), który rejestruje każdy wjazd i wyjazd obywateli państw trzecich. Na lotniskach Warszawa-Okęcie i Warszawa-Modlin system działa już od listopada 2025 r. Z punktu widzenia cudzoziemca oznacza to koniec „kreatywnego liczenia” dni pobytu: limit 90 dni w ciągu 180 dni jest liczony automatycznie, a wszelkie próby omijania przepisów poprzez częste wyjazdy i wjazdy stają się po prostu widoczne w systemie. Szczególnie dotkliwe jest to dla obywateli państw, które dotąd korzystały z dwustronnych umów z Polską, jak obywatele USA czy Izraela. Te umowy w praktyce przestały być stosowane, a ich miejsce zajęło jednolite podejście schengeńskie – bez wyjątków, bez „resetów”, bez dodatkowych 90 dni tylko dlatego, że kiedyś podpisano umowę w innych realiach.
Od 1 stycznia 2026 r. dojdzie kolejna zmiana: podwyżka opłat wizowych. Wiza krajowa typu D ma kosztować 200 euro, wiza Schengen 90 euro. Za wzrostem opłat nie idą żadne gwarantowane korzyści – wyższa opłata nie przyspiesza decyzji konsula ani nie daje większej pewności otrzymania wizy. Z perspektywy wielu osób wygląda to jak próba załatania dziury w finansach publicznych środkami cudzoziemców, głównie z Afryki i Azji, którzy i tak już ponoszą ogromne koszty „wejścia do systemu”. Tym bardziej, że nawet mając polskie zezwolenie na pracę, nie ma się żadnej pewności, że konsul wyda wizę. A zanim w ogóle do konsula się dotrze, trzeba często „kupić miejsce w kolejce”, co w wielu krajach stało się nieformalnym, ale bardzo dochodowym biznesem. Komisje śledcze, sejmowe show i medialne deklaracje były, są i zapewne będą, ale realnie niewiele się zmienia – handel terminami pozostaje jedynym naprawdę stabilnym elementem całego systemu.
W takim otoczeniu normatywnym i praktycznym rodzą się niebezpieczne, ale psychologicznie zrozumiałe kalkulacje. Skoro droga legalna jest coraz droższa, coraz mniej przewidywalna i coraz bardziej upokarzająca, część osób dochodzi do wniosku, że „racjonalniej” jest przyjechać nielegalnie, zaryzykować, złożyć wniosek o ochronę międzynarodową i przeczekać długie postępowanie, w trakcie którego to państwo zapewnia utrzymanie i po pewnym czasie umożliwia podjęcie pracy. To oczywiście zły wybór, niebezpieczny i prawnie ryzykowny, ale to prawo i praktyka organów często pchają ludzi w tym kierunku. Jeżeli państwo na serio chce ograniczać nielegalny pobyt, musi uczciwie przyznać, że im bardziej zaostrza i podraża ścieżkę legalną, pozostawiając bez realnej kontroli praktyki konsulatów, urzędów i pośredników, tym bardziej racjonalna – w oczach wielu cudzoziemców – staje się ścieżka nielegalna.
Na karta-pobytu.pl codziennie widzimy, jak te abstrakcyjne przepisy przekładają się na bardzo konkretne ludzkie historie: opóźnione decyzje, błędne doręczenia, niespójne interpretacje, a przede wszystkim ogromny stres związany z ryzykiem utraty legalnego statusu. Dlatego od samego początku istnienia serwisu stawiamy na praktyczne wsparcie oparte na realnym doświadczeniu. Radca prawny Dariusz Kostyra, właściciel firmy i założyciel marki karta-pobytu.pl, od ponad 20 lat zajmuje się wyłącznie lub w przeważającej mierze prawem migracyjnym – od legalizacji pobytu i pracy, przez postępowania odwoławcze i skargi do sądów administracyjnych, po strategiczne doradztwo dla firm zatrudniających cudzoziemców. Przez dwie dekady prowadzenia spraw widział już niemal wszystkie możliwe „scenariusze” działania urzędów i wie, gdzie w praktyce pojawiają się problemy – nie tylko w przepisach, ale przede wszystkim w ich stosowaniu.
Jeżeli prowadzisz firmę zatrudniającą cudzoziemców, jesteś cudzoziemcem planującym pobyt w Polsce albo po prostu gubisz się w gąszczu nowych przepisów, możesz skorzystać z tego doświadczenia. Oferujemy kompleksową pomoc: od analizy sytuacji i doboru najbezpieczniejszej podstawy pobytu, przez przygotowanie kompletnej dokumentacji i reprezentację przed urzędem wojewódzkim czy konsulem, aż po odwołania i skargi do sądu administracyjnego, gdy organ narusza Twoje prawa lub latami pozostaje bezczynny. W realiach, w których przepisy zmieniają się szybciej niż praktyka urzędów, samodzielne działanie staje się coraz bardziej ryzykowne. Naszym celem jest zdjąć z Ciebie jak największą część tego ryzyka – tak, abyś wiedział, jakie masz możliwości, jakie są faktyczne szanse powodzenia i jak krok po kroku przejść przez cały proces.
Jeżeli potrzebujesz przeanalizować swoją sytuację w świetle nowych przepisów, zaplanować ścieżkę legalizacji pracy lub pobytu albo po prostu chcesz wiedzieć, jakie masz realne opcje, skontaktuj się z nami za pośrednictwem strony karta-pobytu.pl. W świecie, w którym prawo migracyjne coraz bardziej przypomina skomplikowaną loterię, dobrze jest mieć po swojej stronie zespół, który od 20 lat zajmuje się wyłącznie tym, żeby Twoja sprawa nie była zdana na przypadek.
Artykuły z tej kategorii


Brak decyzji w sprawie Karty Pobytu
Czytaj więcej >

Komentarze do wpisu